poniedziałek, 3 grudnia 2012

W oczekiwaniu na jutro...

Noc minęła dość niespokojnie. Oliwia miała stan podgorączkowy - 37,7 - 37,5. Nie mogła spać, marudziła. Musiałam przy niej siedzieć i trzymać ją za rączkę - tak sobie zażyczyła. Rano nie było lepiej. Na śniadanie - wymioty;/ Podniósł się alarm, zrobiło się małe zamieszanie. Dostała od razu igłę do portu i kroplówkę. Czekamy na płytki, bo wyniki wciąż nie są dobre. Na szczęście, już nie wymiotuje, myslę, że wypiła zbyt dużo soku na pusty żołądek. Za to śpi od rana, robi sobie tylko przerwy na jedzenie. Nie chce się bawić, czytać, rysować, wyklejać, ani oglądać bajek. Jest przestraszona i zmęczona szpitalem. Na szczęście, temperatura ustąpiła. Nie wiem, jak to będzie jutro. Oliwka tak źle znosi narkozę, jeszcze do tego jest uczulona na kontrast. Oszaleję...
Oczekiwanie na jutro jest najgorsze, chociaż, ktoś, kiedyś powiedział, że "oczekiwanie jest motorem życia ludzkiego." Nie wiem, czy tak jest...Wiem jedno, mnie doprowadza do obłędu...Nie ogarniam już emocji, które mi towarzyszą. Przechodzę wszystkie fazy buntu, gniewu, zadawania pytań, wadzenia się z Bogiem, szału, niechęci do ludzi...Tak, czasami, kiedy nie odbieram telefonu, to dlatego, że nie mam siły, by mówić, by opowiadać, co u nas...bo u nas bez zmian, a wiem, że chcielibyście usłyszeć, że jest lepiej, że jest dobrze. Czasem walczę, by w trakcie tych rozmów nie płakać, czasem walczę, by nie zacząć krzyczeć, żebyście dali mi już spokój i przestali mi mówić, że będzie dobrze, że muszę być silna, że muszę walczyć...a ja mam ochotę powiedzieć, jak bohater "Dnia świra": "a co to ku..wa -muszę, ja nic nie muszę!" A z drugiej strony dzięki Wam się trzymam!!! Podnosicie mnie, gdy upadam! Kiedy mówicie mi o swoich działaniach na rzecz mojej córeczki, wtedy we mnie również wstępuje duch walki, przychodzi myśl, że ja nie mogę tak siedzieć, że muszę coś zrobić i wtedy działam! Dziękuję!!!! Ale też przepraszam, jeśli mam gorszy dzień, jeśli jestem nieznośna, przepraszam, kiedy płaczę i krzyczę...kiedy mój ton nie jest odpowiedni...Przepraszam...i dziękuję - za cierpliwość, wyrozumiałość i MIŁOŚĆ :) :***
Pamiętam, że najbardziej wzruszały mnie telefony, kiedy dzwonił ktoś, z kim już dawno nie rozmawiałam, ktoś, kogo ja nie darzyłam sympatią lub na odwrót, ktoś, z kim się przemówiłam, pokłóciłam. Pamiętam słowa " wiem, że nie mamy kontaktu/ wiem, co o mnie myślisz/ wiem, że wcześniej się nie lubiłyśmy/pokłóciłyśmy, ale to teraz wszystko nie jest istotne! Jestem, chcę pomóc, możesz na mnie liczyć!" Jeny, jak ja wyłam po takich telefonach! Stokrotne dzięki za ODWAGĘ! Nie wiem, jak ja bym się zachowała, co bym zrobiła, czy stać by mnie było na taki gest...To jest coś niesamowitego...coś pięknego...DZIĘKUJĘ! :*

7 komentarzy:

  1. trzymam mocno kciuki:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja również trzymam :*:* Pozdrowionka dziewczyny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie dobrze, musi być dobrze, jestem duchem z wami :*

    OdpowiedzUsuń
  4. tule Was...tak po prostu :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Modle sie dzisiaj caly dzien za Was :-) Oliwka musi odpoczywac, w koncu kazdy wojownik musi miec chwile na zebranie sil. Niunia wie, ze ciezka walka przed nia :-)
    Sciskam lekko snieznie z Brodnicy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wykrzycz swoje emocje, bo to ci pomoże. Jak Michałek chorował ja nie mogłam tego zrobić. Do tej pory nie mogę. Będziesz zła, wściekła, obrażona, zrozpaczona. Skąd wiem? Bo miałam tak samo. Do tej pory nieraz tak mam. Bo się boję o synka. Drżę, truchleję ze strachu o wznowę. Ale będziesz przy córce i nic tego nie zmieni. Bo tu jest twoje miejsce. Musisz trwać. Skąd wiem? Bo miałam tak samo. Dziś wiem że sie opłaciło, było warto. Na MILION PROCENT!!!!. Mija 3 lata od zakończenia leczenia, prawie 4 od rozpoznania tego świństwa u Michałka. Dziś odebrałąm dla nas zaproszenie. Na spotkanie dzieci WYLECZONYCH z choroby nowotworowej!!! Do tej pory nie mogę uwierzyć. Mój MIŚ wyleczony... Płakałąm dziś i do tej pory mam łzy w oczach.Ze szczęścia i z niedowierzania. Strach mnie nie opuszcza. Ale mam czarno na białym że Michałek jest wyleczony. Serce mi pęka.
    Piszę o tym wszystkim bo wiem że się nie poddasz. Jesteś bardzo potrzebna i moze tak Bóg to wymyślił-żebyś była potrzebna. Nic nie musisz ale i tak przejdziesz przez to piekło. I mam nadzieję że Twoją córeczkę też kiedyś uznają za wyleczoną. Będziesz dumna że jesteś jej mamą. Pozdrawiam annaw6097@wp.pl /Michałek i mama/.

    OdpowiedzUsuń