poniedziałek, 16 czerwca 2014

Żyj tak, aby Two­ja codzien­ność codzien­nością się nie nudziła...

Witajcie!

U nas zwyczajnie, codziennie...minuta goni za minutą przeradzając się w godziny, dzień płynie za kolejnym dniem...ot, nic takiego...nasza doba nie różni się zapewne od Waszej...nic nadzwyczajnego się nie dzieje...i to jest fajne! W sobotę Oliwia gościła na pikniku zorganizowanym przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Ah, co to był za fantastyczny dzień! Po ponad godzinnej jeździe, dotarłyśmy na miejsce w składzie: Miśka, mama i ciocia Ada :) Na miejscu czekała na nas Pani Iwonka - nasz opiekun i dobry duszek :)  

Atrakcji było moc! Zamki, trampoliny, kucyki, bańki i grochówa taka, że palce lizać!!! 





 


Największe jednak zaskoczenie przyszło wtedy, kiedy Pan Zenon Jurek - Prezes Zarządu Oddziału Okręgowego TPD w Koszalinie, przedstawił nas "szerszej publiczności' ;) Mówił tak pięknie o tym, że zawsze warto walczyć do samego końca, że nigdy nie można tracić wiary, w to, że się uda...Wiele osób miało łzy w oczach... 

 

To był dla mnie bardzo ważny dzień...zdałam sobie sprawę, że z pomocą Was Wszystkich dokonaliśmy czegoś niezwykłego...oczywiście, jeszcze nie możemy ogłosić zwycięstwa, ale mam nadzieję, że najcięższe chwile są już za nami...A ponadto, kiedy patrzyłam na te wszystkie roześmiane dzieciaki skaczące na trampolinach, biegające wesoło po dmuchanych zamkach...

to tak mi przyszło do głowy, że...

...dzieci powinny być szczęśliwe...i mokre od stóp do głów...tak, jak nasza syrenka ;-)

 


Każde dziecko kocha plażę i szum nadmorskich fal. Na piasku można robić orzełki, budować zamki albo robić babki wykrzykując przy tym: "babko, babko, udaj się, jak się nie udasz, to cię zjem!" Miśka wydziera się za każdym razem, żeby nie było żadnych wątpliwości, że babka ma być piękna...bo inaczej...;) 
Dzieci więc powinny biegać  brzegiem morza, tak, by fale mogły dotknąć ich stóp, mogłyby wtedy zbierać najpiękniejsze kamyki i muszelki...

 





Dzieci powinny być zdrowe...Nawet jeśli maja blizny świadczące o walce z potforem, to powinna być to walka już zakończona. Wszystkie potfory powinny zostać wyrzucone "na śmiecie", żeby nie dokuczać Wojownikom, na których czeka tyle atrakcji codziennego życia! 

 




Dzieci powinny mieć przyszłość, by móc doświadczyć tych wszystkich rzeczy...

  




Podarujesz ją im...? 















sobota, 31 maja 2014

"Proszę byś przed snem spoj­rzał w niebo i po­myślał o mnie, że jes­tem, żyję i za­sypiam pod tym sa­mym niebem, co Ty..."

Hej, hej, hej! :)

U nas w miarę ok. Zwalczyłyśmy paskudnego wirusa, obeszło się bez antybiotyków - to zasługa naszej mądrej Pani doktor, którą bardzo sobie cenię ze względu na jej podejście do Oliwki. Infekcję zaleczyłyśmy syropami, sokami z malin i czarnej porzeczki, a także bardzo standardowo - miód, cytryna, majeranek. :) Martwiłam się, że tak szybko Oliwce się nie polepszy, ponieważ wysoka temperatura trzymała ją prawie dwie doby...no, ale dała rade, nasza Waleczna! :) Choroba spowodowała krótką przerwę w ćwiczeniach, ale już powróciłyśmy na "bebabitację" - jak to mówi Oliwka i teraz każdego dnia Miśka trenuje. Oczywiście, z różnym skutkiem, raz jest lepiej, dobry humor i ciężka praca, a raz gorsze dni, płacz na sali i ogólny bunt. Jednak,  Pani Renaty nie zrażają  wcale humorki Oliwii i po prostu "nie ma - zmiłuj" - solidny trening to podstawa powrotu do pełnej sprawności! A ćwiczenia są różne, żeby nam się pacjentka nie znudziła za szybko - wiadomo, jak to jest z dziećmi, zwłaszcza takimi ruchliwymi, jak Oliwia! ;) Hitem są ćwiczenia na piłce, które Oli wykonuje bardzo dokładnie i z ogromnym zaangażowaniem. 
W czasie ostatniego treningu towarzyszyła Oliwce maskotka - małpka z Klubu Uczelnianego AZS Politechnika Koszalińska, którą to podarowali kibice klubu! Pozdrawiamy Was serdecznie raz jeszcze dziękując za sprawienie ogromnej radości naszej córeczce! 




 

Zostając w temacie sprawiania radości i niespodzianek, muszę napisać o ogromnej paczce, która przywędrowała do nas ze Słupska. Ostatnio na facebook'u pisałam o tym, że Oliwka niesamowicie nas zaskoczyła swoją postawą, która tyczyła się przekazania maskotek na rzecz dzieci z hospicjum. Miśka stwierdziła, że ma dużo zabawek i mogłaby nimi obdarować inne dzieci, aby sprawić im radość. Akcja nazywała się "Uwolnij Miśka" ;) Oliwka bardzo dosłownie potraktowała hasło akcji i uwolniła z pokoju niemalże wszystkie swoje pluszaki:) O akcji dowiedziała się Pani Mirosława Skalna - nauczycielka ze Szkoły Podstawowej numer 5 w Słupsku. Skontaktowała się ze mną deklarując chęć przekazania zabawek na rzecz chorych dzieci. Zaproponowałam, że może paczkę przesłać do mnie, a ja podejmuje się dostarczyć ją tam, gdzie trzeba. Pudło przyszło ogromne! Znalazło się w nim miejsce na pluszaki, książeczki i inne zabawki dla potrzebujących dzieci. Te wszystkie rzeczy podarowali uczniowie szkoły - cudowne dzieciaki! Mało tego, Pani Mirka przekazała na aukcje charytatywne przepiękne, własnoręcznie zdobione, wazoniki, obrazki, szkatułki i inne cudeńka. Serce się raduje, kiedy spotyka się takie wspaniałe osoby. Rzeczy można wylicytować na bazarku dla Mikołaja - chłopca chorego na zespół Battena, a już niedługo niektóre przedmioty trafią na bazarek dla Nikoli Kubiak chorej na neuroblastoma IV st.  
W tej ogromnej paczce siedział też sobie Miś, a właściwie duży Misiek. Do ręki przyczepiony miał liścik. Autorem listu jest pewien chłopiec - Olek Mazurkiewicz. Oluś napisał, że cały czas trzyma kciuki za Oliwkę, a ten Miś to prezent dla niej, aby była radosna...Olek, jesteś fantastyczny! Sprawiłeś Oliwce taką frajdę, że nie masz pojęcia. Oliśka skakała, piszczała, aż w końcu zmęczona zasnęła ze swoim nowym, ogromnym przyjacielem! Dziękuję Ci z całego serca! Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, bo ten mniejszy Miś znalazł nowy domek u innego chorego dziecka - tak zadecydowała Oliwka. 
Bardzo serdecznie dziękuję Pani Mirosławie - inicjatorce akcji, za szerzenie wśród uczniów tak szlachetnej postawy, że trzeba i że warto pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują, że nie można odwracać głowy i udawać, że świat jest tylko i wyłącznie piękny, a wszyscy są szczęśliwi. Dzieci trzeba uczulać na krzywdę, cierpienie, chorobę i biedę. Pani Mirko - wspaniałych ma Pani uczniów i Rodziców tych dzieci. Jesteście szalenie wrażliwi - bardzo, bardzo dziękuję i będę powtarzać to w kółko...Kochamy Was! 


 




 











Ostatnio był Dzień Matki...zastanawiałam się, co to dla mnie znaczy "być mamą"...Zdałam sobie sprawę, że dla mnie to jest wszystko...moje dziecko to cały mój świat...moja radość, duma i sens życia...nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że moje macierzyństwo będzie trudne...że życie przyniesie egzamin, do którego nie można się przygotować...myślę, że wiele nie zaryzykuję pisząc, że macierzyństwo każdej z nas to radość, troska, miłość, ale też łzy, strach, bezradność...Czy wiesz jednak, że są mamy, dla których te trzy ostatnie uczucia każdego dnia przeważają nad radością? 
Masz dzieci? Zapewne są najpiękniejsze na świecie! Mają proste blond włosy albo kaskadę orzechowych loków, rumiane policzki, a w oczach migoczą radosne iskierki...a czy umiesz wyobrazić sobie swoje dzieci bez włosów? Z zapadniętymi policzkami...bez blasku w oczach? Czy potrafisz wyobrazić sobie swój strach...największy ze strachów, najstraszniejszy z lęków...? Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak to jest bać się o życie własnego dziecka? Czy znasz uczucie, kiedy czas najlepiej odmierzać łyżeczkami, by za szybko nie uciekał, bo może tam w przyszłości...nie ma już Twojego dziecka? Co czujesz myśląc o tym? Czy nie jest to najokropniejsza myśl? A gdybyś musiała się z nią zmierzyć?....Co byś wtedy zrobiła?Zmierzam do tego, że są wśród nas Mamy Wojowniczki, które nie muszą sobie tego wyobrażać...one to czują...to jest prawdziwe...to ich codzienność...rak zastukał do ich drzwi i upomniał się o bezbronne dzieci...wyrwał je z ich objęć, wtłoczył w sterylne sale, gdzie czas odmierza szpitalna pompa...gdzie tykania zegara lepiej nie słuchać...bo nie jest to melodia niosąca ukojenie...Trzech chłopców...trzy ogromne tragedie ich rodzin...trzy razy rak...ogromna niepewność, niedowierzanie, ból, łzy...czasu coraz mniej...mówią, że ludzkie życie jest...no właśnie...jakie...bezcenne? Już w to nie wierzę, bo za każdym razem, za ogromnym dramatem stoi ogromna kwota...życie wystawia rachunek...chcesz żyć - musisz zapłacić...czy gdybyś wiedziała, że niewyobrażalnie wielka suma pieniędzy (600 tysięcy) może uratować życie Twojego dziecka, podjęłabyś wyzwanie? Czy chciałabyś, aby inni, czasem zupełnie obcy ludzie, podarowali mu szansę na życie, a Tobie szansę na to, byś mogła patrzeć, jak dorasta, jak się zmienia, jak staje się coraz bardziej samodzielny...czy chciałabyś...? Ja zawsze, bez zastanowienia, odpowiem tak...ponieważ doświadczyłam tego...ponieważ to dzięki Tobie było możliwe, aby moja córeczka - moja największa miłość, moja radość, mój sens zycia...moje wszystko....by moje wszystko pozostało ze mną...każdego dnia patrzę, jak dorasta, jak się zmienia...umie już tyle rzeczy, ale każdy dzień prznosi nowe umiejętności..każdy jest okazją, by powiedzieć, jak bardzo ją kocham...każda chwila jest wdzięcznością za to, że ją mam....Czy wiesz o tym, że jest nas tutaj ciągle 400 tysięcy! I dzisiaj potrzebuję właśnie Ciebie! I Twoich 3 złotych dla trzech wspaniałych chłopców: dla Wiktorka, Kacperka i Krystianka, którzy muszą walczyć z bardzo groźnym przeciwnikiem - juz go znasz, to podstępna neuroblastoma! Każdy z nich potrzebuje setek tysięcy na terapię. Wiem, proszę Cię o cud, ale wiem też, że z Tobą się uda, bo już pokazałeś, że nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych! Historia mojej córeczki jest tym cudem! Proszę Cię, abyś nie zamykał komputera po przeczytaniu tego postu...zanim wrócisz do swoich zajęć...zanim pójdziesz ukochać swoje dziecko, zanim pomyślisz sobie, że jesteś najszczęsliwszym człowiekiem pod słońcem...otwórz stronę swojego banku...przelej dla każdego z tych chłopców po 1 złotówce...jeśli każdy z nas to zrobi, Wiktorek, Kacperek I Krystianek zgromadzą po 400 tysięcy...Jeśli jednak inni rodzice, którzy prowadzą blogi, zaapelują o pomoc...to wierzę, że się nam uda...dajmy z siebie, to, co mamy najlepsze... 





  


Dziękuję...

niedziela, 11 maja 2014

"Sko­ro nie można się cofnąć, trze­ba zna­leźć naj­lep­szy sposób, by pójść naprzód. "

Witajcie!

 Postanowiłam napisać kilka słów, o tym, co u nas słychać...więc...spieszę donieść, że Misia zaczęła rehabilitację, ponieważ zaliczyliśmy ogromny regres w porównaniu z rokiem poprzednim. Oli uczęszcza na ćwiczenia do Medical Beta i dzielnie ćwiczy z panią Renatą:)  Dla mnie najważniejsze jest to, że Oliwia naprawdę lubi tu przychodzić i w trakcie treningu nie dochodzi do żadnych histerii, ani spazmów;)  Wielkie brawa i pokłony dla pani Renaty, która potrafi okiełznać naszą małą elektrownię atomową;)))) Jest dobrze, dajemy radę! :) 
W maju czeka nas kontrolna wizyta u dermatologa oraz alergologa (AZS). Czerwiec natomiast należeć będzie do kardiologa ( jednak ciągle szmery na serduchu!) oraz jak zapewne pamiętacie (lub nie) mamy się stawić w poradni radiologicznej, aby skontrolować węzły. Niestety, węzeł nad obojczykiem ciągle sterczy jak jakaś gula i mnie straszy! :(  Doktor Owsianny, pod którego opieką jest teraz Miśka, powiedział, że najważniejsze, że nie był to węzeł odczynowo powiększony i póki co, obserwujemy...jak będą jakieś wątpliwości, to wtedy biopsja...oby nie...



 











Wiem, że rzadko piszę...można powiedzieć, że zatopiłyśmy się z Oliwką w codzienności...pochłonęły nas zwykłe sprawy...jesteśmy zajęte życiem...życiem, które jest najzwyklejsze w swojej istocie...nie robimy niczego, o czym by można powiedzieć, że jest niezwykłe...
...a może jednak...może patrząc przez pryzmat tego, co nas spotkało, należałoby powiedzieć, że każdy dzień jest darem...czymś niezwykłym i wyjątkowym...każda chwila jest niepowtarzalna...każde teraz, które dopiero co było teraźniejszością, a które mija bezpowrotnie, przeżywamy intensywnie...takie już jesteśmy;) Oliwia znowu biega po kałużach, poranna rosa osiada na jej ubraniu, słońce zanurza się w blond włosach, wiatr przeczesuje je delikatnie...
ostatnio jeździłyśmy rowerem...szalałyśmy w deszczu...ulice były puste i tylko nasz śmiech przerywał ciszę...to był taki moment, kiedy zrozumiałam, że to choroba mojego dziecka nauczyła mnie cieszyć się wszystkim tym, co niesie każdy dzień...tak, doceniam życie, bo zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest kruche i nieprzewidywalne...doświadczyłam tego, że jednego dnia możesz być najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie, a za chwilę okazuje się, że tylko ci się zdawało, bo właśnie Twój świat runął niczym domek z kart i nijak daje się to ogarnąć...niestety, najczęściej gubimy w codziennym pędzie to, co najważniejsze i najpiękniejsze...a przecież liczą się rzeczy małe, drobne...choćby jazda rowerem w dżdżysty dzień...wsłuchiwanie się w melodię deszczu spływającego po soczyście zielonych liściach drzew...a wilgotne powietrze...wilgotne powietrze ma tak niesamowity zapach!!! La vie est belle!  

 



 

 


Celebrujcie życie, cieszcie się chwilą! Wszystkiego dobrego! 


Pozdrawiamy, 
Asia i Oli :) 








środa, 16 kwietnia 2014

Wielkanoc 2014

Witajcie!

Kochani, już dzisiaj pragniemy złożyć Wam życzenia, ponieważ w tej świątecznej krzątaninie zapewne zabraknie nam czasu...

Wszystkiego co najlepsze
na Święta Wielkiej Nocy,
wiosennych nastrojów,
ciepłej, radosnej atmosfery,
miłych spotkań z Najbliższymi
oraz smacznego jajka
i mokrego Lanego Poniedziałku :)


A u nas leci dzień za dniem...jest zwyczajnie... ale to nie oznacza, że oswoiliśmy się z codziennością...chociaż minęło już tyle miesięcy, ciągle w nasze dni wkrada się strach i niepewność...chcielibyśmy porzucić wszelkie wątpliwości, ale na to jeszcze najwidoczniej za wcześnie...Nasz czas upływa nam na wizytach u specjalistów i niestety to nie żart. Oliwka ma problemy ze zdrowiem i z tego powodu przytrafiają się nam różne przygody, jakie funduje nam służba zdrowia - czasem jest miło, czasem zabawnie, a czasem jak z horroru...ale cóż...twarde babki jesteśmy i dajemy radę;)  

Od wczoraj pieczemy ciasta - udało się stworzyć dwa mazurki :) Oliwka szczęśliwa, bo może "pokucharzyć", a wszyscy wiemy, jak ona to kocha! ;-)  Przed nami pieczenie ciasteczek i wypiekanie bab. Nasz dom znowu wypełni się aromatem wanilii, czekolady, kajmaku i pomarańczy :) Święta są piękne, zdecydowanie! 

Misia rośnie w szalonym tempie;) Już taka duża z niej dziewczynka: 

 





 





Wiem, ze rzadko się odzywamy, ale uwierzcie - jesteście w naszych sercach i nie ma dnia, byśmy nie myśleli, ile Wam zawdzięczamy! 

 

Moc pozdrowień i uścisków! 

Liski :) 



poniedziałek, 24 lutego 2014

o urodzinach i nie tylko...

Kiedy kilka tygodni temu Karolina zaproponowała, że zorganizuje naklejkową akcję dla Oliwki, nie przypuszczałam, że nabierze to wymiaru totalnego szaleństwa! Listy i paczki przychodziły każdego dnia...w sumie 102 koperty...a w nich kolorowe naklejki, kartki z życzeniami, listy zawierające szczere wyznania, baloniki, przytulanki, książeczki, zimne ognie(!)...tak bardzo Wam dziękujemy...sprawiliście, że ten czas oczekiwania na urodziny naszej kochanej Misi był taki...radosny...podniosły...i wyjątkowy... Dziękujemy Wszystkim i każdemu z osobna...Serdeczne podziękowania składamy uczniom i nauczycielom ze Szkoły Podstawowej numer 5 w Słupsku, Pani Mirosławie Skalnej - organizatorce szkolnej akcji, dzieciom i paniom z grupy przedszkolnej "Sowy" z Przedszkola nr 21 w Sławnie, wszystkim uczniom z klasy 5 "e" ze Szkoły Podstawowej nr 18 w Koszalinie, przedszkolakom z Przedszkola nr 2 im. M. Kownackiej w Tomaszowie Mazowieckim, przedszkolakom z przedszkola w Kołobrzegu, a także dzieciom z Przedszkola "Wesołej Ludwiczki" w Poznaniu. Dziękujemy również Studenckiemu Kołu Naukowemu Psychologii Społecznej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy oraz przedszkolakom z Przedszkola nr 54 "Tajemniczy Świat" w Poznaniu. 



 







  


 


 

 









Z tego miejsca pragnę złożyć podziękowania wspaniałej dziewczynie, Karolinie Czerniakiewicz, która utworzyła urodzinowe wydarzenie dla Oliwki... Karolinko, popatrz, jaki łańcuszek dobra uruchomiłaś! ;) 
Z całego serca dziękuję Ci za pochylenie się nad naszą historią, za wyciągniętą dłoń w naszym kierunku, za każdy apel, za każde słowo... 








Sam dzień urodzin przywitał nas niemiłą niespodzianką...Oliwka wstała rozgrzana jak piec...38 kresek pokazał termometr...za chwilę dołączył okropny kaszel...i wiedzieliśmy, że tego dnia, nie tylko z wizytą przyjdą goście do naszej jubilatki, ale również pani doktor...i tak też się stało...Sama Oliwka w ogólne nie przejęła się tym faktem. Nawet naszykowała kilka muffinek dla "śfojej pani jekajki" ;)))) W zamian dostała całą armię syropów;)  
A jeszcze dzień wcześniej  czuła się dobrze. Bardzo chętnie pomagała cioci Martynie w przygotowaniach do imprezy! ;)  

 

Dziewczyny robiły tęczowe muffiny: (czego ta ciocia Martyna nie wymyśli!) 

 

Jednak największym wyzwaniem okazał się tort! Tak, jak Oliwka kocha kleje, tak samo kocha Pingu! ;) Martyna Szulczyńska postanowiła podjąć wyzwanie i przygotować dla Oliwki tort specjalny. W przedsięwzięcie zaangażowana została babcia Jola, która upiekła wspaniały biszkopt, tata Adrian, który ulepił wszelkie niezbędne figurki na tort...no i mama Asia, która zaparzyła herbatę, aby nasączyć biszkopt.;-) Pomysł i wykonanie - wspaniała Martyna, która spędziła aż cztery godziny nad przygotowaniem tego lodowego ciasta.  Martynko - jesteś cudowna i niezastąpiona! :* 

   



Hitem były również specjalne  lizaki przygotowane dla Oliwki i jej gości. Podarowała je nam Dorota Świnoga Przydatek, której z całego serca dziękujemy!!! Informujemy, ze były przepyszne! Dowód poniżej: 

 

  




To był wyjątkowo radosny dzień...miła niespodziankę sprawiła naszej Oliwce pani Karolina Magnowska, która razem ze swoim synkiem Dominikiem, postanowiła osobiście złożyć życzenia i wręczyć "kleje"...Dominik, jak przystało na dżentelmena, podarował Oliwce kwiaty...pięknie było! :)  






Kiedyś pisałam, że jesteście dla nas bohaterami...czasem zupełnie nam nieznanymi...każdy z Was pomógł nam wygrać walkę o życie naszej małej dziewczynki...
...ostatnio dostaliśmy przepiękny film...film o pewnym fajnym facecie który, na swój sposób, postanowił pomóc chorej dziewczynce zebrać środki na operacje...Mike - dziękujemy!!!!! Przepłakałam całe nagranie!!!! A końcówka, kiedy unosisz ręce w geście zwycięstwa...ah... 

FILM z akcji w Londynie 


Nie znajduję słów, by podziękować Wszystkim, którzy do tej pory są z nami i nas wspierają...dziękuję każdemu, kto chociaż w najmniejszym stopniu sprawił, że dzień urodzin Oliwki był dniem magicznym, pełnym słońca i uśmiechu... Olisia  powiedziała mi, że czuła się jak prawdziwa księżniczka! 


 


DZIĘKUJEMY!!!!!!! 


























niedziela, 22 grudnia 2013

dziś nadzieja rodzi się...

Witajcie!


Czas świątecznych przygotowań znowu skłania mnie do refleksji. Nie ma dnia, żebym nie wracała do tego, co działo się rok temu, o tej porze...a działo się tak wiele, że ciężko ogarnąć, że to wszystko miało miejsce w tak krótkim czasie...
Dokładnie rok temu rodziła się dla nas nadzieja. Święta były magią, bo wydarzył się cud...Wówczas łzy nie miały już smaku bólu...były to łzy radości...po cichutku, jeszcze nieśmiało, ale już wtedy zaczęliśmy marzyć, że Oliwia, zupełnie zdrowa, będzie wieszać ozdoby na choince...że nie będzie potrzebny już plaster...że janioła nie będzie skakać z udekorowanego drzewka...prawdą jest, to, co mówią...że nadzieja umiera ostatnia...musisz mieć ją w sercu i nigdy, pod żadnym pozorem, nie wolno Ci jej utracić...
To był dla nas piękny rok...spędziliśmy go bardzo intensywnie pragnąc nadrobić stracony czas...pragnąc "nachapać" się życia...tak na zapas...nie goniliśmy za szczęściem, bo było tuż obok nas...przyszło do nas w promieniach porannego słońca, w szumie fal i cieple nadmorskiego piasku...było w melodii deszczu...uderzało miarowo o parapet...było biedronką, która przycupnęła na ramieniu...było śpiewem ptaków i pohukiwaniem sowy...było wiatrem podczas naszych rowerowych wypraw...skryło się w aromacie korzennych ciastek...tańczyło z płomieniami świec...było ciepłem babcinych rąk i biciem serca mamy...wypływało z melodii gitarowych strun...było w serdecznym uścisku dłoni...latało w żółtym balonie, bo przecież tylko takie są najlepsze...rozlewało się w kolorach farb...wirowało w liściach...było smakiem malin...i cieknącym po palcach sokiem z mandarynek...było w parku...w chlebie rzucanym kaczkom...w atramentowym niebie ...mieniło się wszystkimi kolorami tęczy po intensywnej burzy...było ciepłem letniego wieczoru...i chłodem jesiennych poranków...i ciągle jest...jest tupotem małych stóp, błękitem roześmianych oczu, bajką opowiedzianą przed snem...zapachem świątecznego drzewka...lampkami rozbłyskującymi na choince... 

 




 

 


 

 







Tak wiele dzieci czeka na swoje szczęśliwe chwile...na doświadczanie życia...na odkrywanie świata: Alicja, Dominik, Maja, Franek, Ola, Julia, Cyprian...

Czyńmy dobro...każdego dnia...nieustannie... 


Dziękujemy Wam za wszystko, co dla nas zrobiliście...za każde dobre słowo...za przyjacielski gest, który dodawał sił...za uśmiech rozganiający mrok...za siłę, wiarę, nadzieję i miłość...dzięki Wam nasze pięści były zaciśnięte do końca...trzymaliśmy wytrwale gardę i kroczyliśmy ciągle do przodu goniąc za swoimi marzeniami...
Dziękujemy za wszystkie wpłaty, rękodzieła przekazane na aukcje, tony kolorowych nakrętek, rozegrane mecze, napisane artykuły i wyemitowane audycje radiowe z apelami pomocy, za koncerty charytatywne, świąteczne jarmarki, za żółte balony i kleje, za kartki i listy, które przychodziły każdego dnia, za wszystkie utworzone wydarzenia na fb, za mobilizację rzeszy chętnych nam pomóc ludzi, za przekazanie 1%, za rzeczy małe i duże...za wszystko...

Ta najważniejsza karta w historii walki, walki nas wszystkich, nie została jeszcze zapisana...ciągle czekamy na dzień, w którym nasza córeczka zostanie uznana za wyleczoną z choroby nowotworowej...wierzymy, że ten dzień nastanie...dlatego blog pozostaje otwarty chociaż zamilknę...



Świąteczny to czas, więc przekazuję serdeczne życzenia...zdrowia i szczęścia...wiary, nadziei, miłości...uśmiechu i pogody ducha...mimo wszystko... 

 

"Ci, co mają zimny wzrok, 
  
  Nienawidzą się dziś mniej, 
  
  Ci, co miłość niosą to 
  
  Po raz pierwszy widzą cel. 
  
  A zwyczajni, tak jak my, 
  
  Co w szarościach topią dzień, 
  
  Myślą - jednak warto żyć, 
  
  Dziś nadzieja rodzi się..."