środa, 16 kwietnia 2014

Wielkanoc 2014

Witajcie!

Kochani, już dzisiaj pragniemy złożyć Wam życzenia, ponieważ w tej świątecznej krzątaninie zapewne zabraknie nam czasu...

Wszystkiego co najlepsze
na Święta Wielkiej Nocy,
wiosennych nastrojów,
ciepłej, radosnej atmosfery,
miłych spotkań z Najbliższymi
oraz smacznego jajka
i mokrego Lanego Poniedziałku :)


A u nas leci dzień za dniem...jest zwyczajnie... ale to nie oznacza, że oswoiliśmy się z codziennością...chociaż minęło już tyle miesięcy, ciągle w nasze dni wkrada się strach i niepewność...chcielibyśmy porzucić wszelkie wątpliwości, ale na to jeszcze najwidoczniej za wcześnie...Nasz czas upływa nam na wizytach u specjalistów i niestety to nie żart. Oliwka ma problemy ze zdrowiem i z tego powodu przytrafiają się nam różne przygody, jakie funduje nam służba zdrowia - czasem jest miło, czasem zabawnie, a czasem jak z horroru...ale cóż...twarde babki jesteśmy i dajemy radę;)  

Od wczoraj pieczemy ciasta - udało się stworzyć dwa mazurki :) Oliwka szczęśliwa, bo może "pokucharzyć", a wszyscy wiemy, jak ona to kocha! ;-)  Przed nami pieczenie ciasteczek i wypiekanie bab. Nasz dom znowu wypełni się aromatem wanilii, czekolady, kajmaku i pomarańczy :) Święta są piękne, zdecydowanie! 

Misia rośnie w szalonym tempie;) Już taka duża z niej dziewczynka: 

 





 





Wiem, ze rzadko się odzywamy, ale uwierzcie - jesteście w naszych sercach i nie ma dnia, byśmy nie myśleli, ile Wam zawdzięczamy! 

 

Moc pozdrowień i uścisków! 

Liski :) 



poniedziałek, 24 lutego 2014

o urodzinach i nie tylko...

Kiedy kilka tygodni temu Karolina zaproponowała, że zorganizuje naklejkową akcję dla Oliwki, nie przypuszczałam, że nabierze to wymiaru totalnego szaleństwa! Listy i paczki przychodziły każdego dnia...w sumie 102 koperty...a w nich kolorowe naklejki, kartki z życzeniami, listy zawierające szczere wyznania, baloniki, przytulanki, książeczki, zimne ognie(!)...tak bardzo Wam dziękujemy...sprawiliście, że ten czas oczekiwania na urodziny naszej kochanej Misi był taki...radosny...podniosły...i wyjątkowy... Dziękujemy Wszystkim i każdemu z osobna...Serdeczne podziękowania składamy uczniom i nauczycielom ze Szkoły Podstawowej numer 5 w Słupsku, Pani Mirosławie Skalnej - organizatorce szkolnej akcji, dzieciom i paniom z grupy przedszkolnej "Sowy" z Przedszkola nr 21 w Sławnie, wszystkim uczniom z klasy 5 "e" ze Szkoły Podstawowej nr 18 w Koszalinie, przedszkolakom z Przedszkola nr 2 im. M. Kownackiej w Tomaszowie Mazowieckim, przedszkolakom z przedszkola w Kołobrzegu, a także dzieciom z Przedszkola "Wesołej Ludwiczki" w Poznaniu. Dziękujemy również Studenckiemu Kołu Naukowemu Psychologii Społecznej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy oraz przedszkolakom z Przedszkola nr 54 "Tajemniczy Świat" w Poznaniu. 



 







  


 


 

 









Z tego miejsca pragnę złożyć podziękowania wspaniałej dziewczynie, Karolinie Czerniakiewicz, która utworzyła urodzinowe wydarzenie dla Oliwki... Karolinko, popatrz, jaki łańcuszek dobra uruchomiłaś! ;) 
Z całego serca dziękuję Ci za pochylenie się nad naszą historią, za wyciągniętą dłoń w naszym kierunku, za każdy apel, za każde słowo... 








Sam dzień urodzin przywitał nas niemiłą niespodzianką...Oliwka wstała rozgrzana jak piec...38 kresek pokazał termometr...za chwilę dołączył okropny kaszel...i wiedzieliśmy, że tego dnia, nie tylko z wizytą przyjdą goście do naszej jubilatki, ale również pani doktor...i tak też się stało...Sama Oliwka w ogólne nie przejęła się tym faktem. Nawet naszykowała kilka muffinek dla "śfojej pani jekajki" ;)))) W zamian dostała całą armię syropów;)  
A jeszcze dzień wcześniej  czuła się dobrze. Bardzo chętnie pomagała cioci Martynie w przygotowaniach do imprezy! ;)  

 

Dziewczyny robiły tęczowe muffiny: (czego ta ciocia Martyna nie wymyśli!) 

 

Jednak największym wyzwaniem okazał się tort! Tak, jak Oliwka kocha kleje, tak samo kocha Pingu! ;) Martyna Szulczyńska postanowiła podjąć wyzwanie i przygotować dla Oliwki tort specjalny. W przedsięwzięcie zaangażowana została babcia Jola, która upiekła wspaniały biszkopt, tata Adrian, który ulepił wszelkie niezbędne figurki na tort...no i mama Asia, która zaparzyła herbatę, aby nasączyć biszkopt.;-) Pomysł i wykonanie - wspaniała Martyna, która spędziła aż cztery godziny nad przygotowaniem tego lodowego ciasta.  Martynko - jesteś cudowna i niezastąpiona! :* 

   



Hitem były również specjalne  lizaki przygotowane dla Oliwki i jej gości. Podarowała je nam Dorota Świnoga Przydatek, której z całego serca dziękujemy!!! Informujemy, ze były przepyszne! Dowód poniżej: 

 

  




To był wyjątkowo radosny dzień...miła niespodziankę sprawiła naszej Oliwce pani Karolina Magnowska, która razem ze swoim synkiem Dominikiem, postanowiła osobiście złożyć życzenia i wręczyć "kleje"...Dominik, jak przystało na dżentelmena, podarował Oliwce kwiaty...pięknie było! :)  






Kiedyś pisałam, że jesteście dla nas bohaterami...czasem zupełnie nam nieznanymi...każdy z Was pomógł nam wygrać walkę o życie naszej małej dziewczynki...
...ostatnio dostaliśmy przepiękny film...film o pewnym fajnym facecie który, na swój sposób, postanowił pomóc chorej dziewczynce zebrać środki na operacje...Mike - dziękujemy!!!!! Przepłakałam całe nagranie!!!! A końcówka, kiedy unosisz ręce w geście zwycięstwa...ah... 

FILM z akcji w Londynie 


Nie znajduję słów, by podziękować Wszystkim, którzy do tej pory są z nami i nas wspierają...dziękuję każdemu, kto chociaż w najmniejszym stopniu sprawił, że dzień urodzin Oliwki był dniem magicznym, pełnym słońca i uśmiechu... Olisia  powiedziała mi, że czuła się jak prawdziwa księżniczka! 


 


DZIĘKUJEMY!!!!!!! 


























niedziela, 22 grudnia 2013

dziś nadzieja rodzi się...

Witajcie!


Czas świątecznych przygotowań znowu skłania mnie do refleksji. Nie ma dnia, żebym nie wracała do tego, co działo się rok temu, o tej porze...a działo się tak wiele, że ciężko ogarnąć, że to wszystko miało miejsce w tak krótkim czasie...
Dokładnie rok temu rodziła się dla nas nadzieja. Święta były magią, bo wydarzył się cud...Wówczas łzy nie miały już smaku bólu...były to łzy radości...po cichutku, jeszcze nieśmiało, ale już wtedy zaczęliśmy marzyć, że Oliwia, zupełnie zdrowa, będzie wieszać ozdoby na choince...że nie będzie potrzebny już plaster...że janioła nie będzie skakać z udekorowanego drzewka...prawdą jest, to, co mówią...że nadzieja umiera ostatnia...musisz mieć ją w sercu i nigdy, pod żadnym pozorem, nie wolno Ci jej utracić...
To był dla nas piękny rok...spędziliśmy go bardzo intensywnie pragnąc nadrobić stracony czas...pragnąc "nachapać" się życia...tak na zapas...nie goniliśmy za szczęściem, bo było tuż obok nas...przyszło do nas w promieniach porannego słońca, w szumie fal i cieple nadmorskiego piasku...było w melodii deszczu...uderzało miarowo o parapet...było biedronką, która przycupnęła na ramieniu...było śpiewem ptaków i pohukiwaniem sowy...było wiatrem podczas naszych rowerowych wypraw...skryło się w aromacie korzennych ciastek...tańczyło z płomieniami świec...było ciepłem babcinych rąk i biciem serca mamy...wypływało z melodii gitarowych strun...było w serdecznym uścisku dłoni...latało w żółtym balonie, bo przecież tylko takie są najlepsze...rozlewało się w kolorach farb...wirowało w liściach...było smakiem malin...i cieknącym po palcach sokiem z mandarynek...było w parku...w chlebie rzucanym kaczkom...w atramentowym niebie ...mieniło się wszystkimi kolorami tęczy po intensywnej burzy...było ciepłem letniego wieczoru...i chłodem jesiennych poranków...i ciągle jest...jest tupotem małych stóp, błękitem roześmianych oczu, bajką opowiedzianą przed snem...zapachem świątecznego drzewka...lampkami rozbłyskującymi na choince... 

 




 

 


 

 







Tak wiele dzieci czeka na swoje szczęśliwe chwile...na doświadczanie życia...na odkrywanie świata: Alicja, Dominik, Maja, Franek, Ola, Julia, Cyprian...

Czyńmy dobro...każdego dnia...nieustannie... 


Dziękujemy Wam za wszystko, co dla nas zrobiliście...za każde dobre słowo...za przyjacielski gest, który dodawał sił...za uśmiech rozganiający mrok...za siłę, wiarę, nadzieję i miłość...dzięki Wam nasze pięści były zaciśnięte do końca...trzymaliśmy wytrwale gardę i kroczyliśmy ciągle do przodu goniąc za swoimi marzeniami...
Dziękujemy za wszystkie wpłaty, rękodzieła przekazane na aukcje, tony kolorowych nakrętek, rozegrane mecze, napisane artykuły i wyemitowane audycje radiowe z apelami pomocy, za koncerty charytatywne, świąteczne jarmarki, za żółte balony i kleje, za kartki i listy, które przychodziły każdego dnia, za wszystkie utworzone wydarzenia na fb, za mobilizację rzeszy chętnych nam pomóc ludzi, za przekazanie 1%, za rzeczy małe i duże...za wszystko...

Ta najważniejsza karta w historii walki, walki nas wszystkich, nie została jeszcze zapisana...ciągle czekamy na dzień, w którym nasza córeczka zostanie uznana za wyleczoną z choroby nowotworowej...wierzymy, że ten dzień nastanie...dlatego blog pozostaje otwarty chociaż zamilknę...



Świąteczny to czas, więc przekazuję serdeczne życzenia...zdrowia i szczęścia...wiary, nadziei, miłości...uśmiechu i pogody ducha...mimo wszystko... 

 

"Ci, co mają zimny wzrok, 
  
  Nienawidzą się dziś mniej, 
  
  Ci, co miłość niosą to 
  
  Po raz pierwszy widzą cel. 
  
  A zwyczajni, tak jak my, 
  
  Co w szarościach topią dzień, 
  
  Myślą - jednak warto żyć, 
  
  Dziś nadzieja rodzi się..." 




niedziela, 8 grudnia 2013

Kulinarnie;)

Witajcie!

Dzisiaj krótko.  Zgodnie z obietnicą wrzucam przepisy na pierniki i pierogi drożdżowe:)

PIERNIKI:  

50 dag mąki (3 szklanki)
łyżeczka sody oczyszczonej
20 dag miodu (10 łyżek)
2 łyżki stołowe przypraw korzennych (uważam, że można śmiało dodać więcej)
20 dag cukru pudru (1,5 szklanki)
12 dag masła
jajko

Wrzuciłyśmy wszystkie składniki do robota kuchennego. Ciasto powinno być gładkie i jednolite. Wałkujemy na placki. Wycinamy foremkami odpowiednie wzory. W przepisie podane jest, aby piec 10 minut, ale my piekłyśmy 20 w temperaturze 180 stopni. Po dwóch dniach ciasteczka nabiorą wilgoci i zmiękną. Wtedy można je ozdobić.
Poniżej pierniczki autorstwa Oliwki:

 


PIECZONE PIEROGI Z KASZĄ GRYCZANĄ: 

na ciasto: 
2 szklanki mąki (my pomieszałyśmy: szklanka żytniej, szklanka pszennej) 
1/2 łyżeczki drożdży 
1/4 szklanki ciepłej wody (w niej będziemy rozpuszczać drożdże) 
szklanka gorącej wody 
łyżeczka oleju (my dałyśmy łyżkę) 
trochę soli 

na farsz: 
woreczek kaszy gryczanej 
kostka chudego twarogu 
cebula 
150g pieczarek 
łyżka oleju 
przyprawy do smaku (sól, pieprz)  

Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Wszystkie składniki na ciasto łączymy. Gorącą wodę dodajemy stopniowo. Jeśli będziecie robić z mąką żytnią, to proponuję dodać więcej mąki pszennej, około 1,5 szklanki. Ciasto powinno być sprężyste i niezbyt twarde. Ciasto wałkujemy, szklanką wycinamy kółka: 



Jeśli chodzi o farsz, to kaszę należy ugotować w osolonej wodzie i odstawić ją do przestygnięcia. Pieczarki i cebulę dusimy pod przykryciem. Następnie wszystko łączymy, dodajemy twaróg, doprawiamy solą i pieprzem.  Gotowy farsz nakładamy na wcześniej przygotowane ciasto, sklejamy brzegi.  Można posmarować białkiem. Pieczemy 20 minut w temperaturze 180 stopni. Wyjmujemy, kiedy będą zarumienione. 






SMACZNEGO!!!  


Pozdrawiamy! 

Oliwka i mama;) 


poniedziałek, 18 listopada 2013

na przekór jesieni cz. 2

Witajcie!

Dawno się nie odzywałyśmy...za to Wy się odzywacie do nas często;) Zadajecie mi wiele pytań, dzielicie się swoimi przemyśleniami na temat cierpienia, choroby i odchodzenia...Nie jestem w stanie odpowiedzieć na większość z nich...nie wiem dlaczego dzieci cierpią...nie wiem i nie rozumiem dlaczego umierają...już to pisałam - moja wiara jest zbyt słaba, zbyt płytka...a może ja robię się powoli nieczuła...chowam się w swojej skorupie niczym żółw, zbroję się w hardość...nie wiem, Kochani...w takich momentach, kiedy dowiaduję się, że jakiś Waleczny Mały Rycerz przyjmuje zaproszenie od Boga i przenosi się piętro wyżej, pragnę wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens...chcę w to wierzyć, bo inaczej bym oszalała...
Wczoraj otrzymałam smutną wiadomość, że odszedł synek kogoś, kogo dobrze znam...rozmowa z koleżanką przywołała wspomnienia naszej walki...przypomniałam sobie, że przed wyjazdem do Tubingen otrzymałam od Pauliny książkę...to była "Chata"...Paula powiedziała, że ta książka jest wyjątkowa i może pozwoli mi spojrzeć inaczej na samego Boga...byłam bardzo sceptycznie nastawiona...jednak podróż do Kliniki bardzo się dłużyła...sięgnęłam po prezent...zaczęłam czytać...i...postanowiłam nie kończyć za szybko;-) Zostawiłam sobie kilkadziesiąt stron na czas pobytu w Tybindze...po przyjeździe rzuciłam ją do torebki...i zupełnie o niej zapomniałam - przecież tyle się działo! "Znalazłam" ją przypadkiem...czuwałam akurat przy Oliwce na oddziale intensywnej opieki medycznej...czas po pierwszej operacji był ciężki...potrzebowałam chusteczek...sięgnęłam do torebki...a tam "ona"...wyjęłam i zaczęłam czytać...akurat na ten trudny dzień przypadła mi w udziale część o Niebie...Nie macie pojęcia, jak ja się zryczałam...bo Oliwka, bo tekst niesamowity...bo wszystko...kiedy skończyłam czytać, czułam lekkie oszołomienie...Czy zmieniła moje myślenie? Trochę tak...kiedy na spoczynek odchodzi dziecko...wyobrażam sobie, że idzie do właśnie tego Nieba, do właśnie tego Boga...że cierpienie zsyła nie On...że On tylko zabiera do siebie, by ulżyć...chcę w to wierzyć...tak sobie to ułożyłam...może to dość proste...może naiwne...nie wiem...

Zaczęłam dość melancholijnie, ale u nas o żadnej melancholii nie może być mowy! Walczymy z jesiennymi nastrojami. Otulamy się ciepłem świec, aromatami korzennych przypraw...dużo spacerujemy, wdychamy wilgotne, może już trochę "spleśniałe" powietrze, karmimy się owocami jesieni, pieczemy jabłka, chrupiemy orzechy, wyjadamy miód ze słoika - kurcze, jest pięknie!




Oliwka ciągle uczy się nowych rzeczy - umie już liczyć do 18, rozpoznaje poszczególne litery i opanowała wszystkie (!) piosenki z "Pana Kleksa" :) Dalej bawi nas swoimi niesamowitymi tekstami. Stwierdziłam, że ja powinnam to gdzieś zapisywać, bo tego się po prostu nie da powtórzyć! ;-)






A ja...nie narzekam, nie myślę o jesiennej słocie, o tym, ze za oknem szaro, że szybko robi się ciemno...ostatnio budzę się koło piątej...wita mnie mglisty poranek...miasto wygląda jak otulone puchową kołdrą...cisza wszędzie...lubię się w nią zasłuchiwać...to jest właśnie mój zahir...moja mistyczna chwila, kiedy mogę podziękować mojemu Bogu za spokojną noc...moją i mojego dziecka...potem przychodzi dzień...dzień wyjątkowy...Oliwka ma dobry humor, apetyt dopisuje, nóżki ładnie "pracują"...żyję z dnia na dzień...odznaczam dobre chwile, wyjątkowe momenty, proste rzeczy...w prostocie siła...myślę pozytywnie...już się nie boję...wyrzuciłam lęki...jestem silna...jestem szczęśliwa i nie jest to szczęście udawane...córeczko...dziękuję...to Ty mnie tego nauczyłaś...










Jeśli macie gorszy czas...pomyślcie o tych, którzy ciągle walczą...przytulcie ich w swoich myślach...doceniajcie chwile...niech piękne momenty ogrzewają Was niczym ogień w chłodne dni...wszystkiego dobrego, Kochani!

piątek, 8 listopada 2013

Przyłącz się do akcji "Kotek dla Majeczki"!!!!

Kochani, pisałam już o tym na facebook'u. Zachęcam Was z całego serducha - przyłączcie się!

Maję czeka niedługo trudny przeszczep...sprawmy Jej radość!







To co, kto się dołącza?

Pozdrawiamy!

czwartek, 7 listopada 2013

Martynka [*]

"Niech moje imię będzie wciąż wymawiane, ale tak, jak było zawsze - zwyczajnie i bez oznak zmieszania.
Życie przecież oznacza to samo, co przedtem, jest tym samym, czym zawsze było...
Żadna nić nie została przerwana...
Dlaczego więc miałbym być nieobecny w twoich myślach tylko dlatego, że nie możesz mnie zobaczyć?
Czekam na ciebie bardzo blisko... tuż-tuż...
Po drugiej stronie drogi.

Dzieli nas tylko czas...
Bo ja już doszedłem, a ty wciąż jeszcze idziesz..."






Martynka...kiedy się uśmiechała w jej oczach radośnie tańczyły iskierki...była taka malutka i taka dzielna...

Zatrzymajmy się na chwilę...doceńmy to, co mamy...bo mamy tak wiele...

Śmierć dziecka to niewyobrażalna tragedia...nie stwarzajmy sobie sztucznych problemów...szanujmy życie...kochajmy bliskich....





Odpoczywaj Myszko...tyle już wycierpiałaś....[*] [*] [*]