środa, 25 września 2013

jesiennie u nas...

Witajcie!

Wiem, wiem... dawno nie pisałam. Szczerze mówiąc... dopadło mnie chyba jakieś jesienne pogorszenie nastroju. Wszystkie endorfiny, które złapałam przez okres letni, prysnęły, jak bańka mydlana, w ciągu pierwszych dni słoty...  Co u nas - często mnie o to pytacie w wiadomościach...a ja nie umiem się zebrać, żeby napisać coś sensownego, żeby napisać cokolwiek... Bez wątpienia nastała jesień... za oknem deszcz
i w duszy mojej również pada... Ignaś odszedł[*]... Znowu to uczucie cholernej niesprawiedliwości
i niezrozumiałości dla Boskich wyroków... i co nam pozostaje? Głuchy krzyk:"nie zgadzam się!"... tylko tyle? Z jednej strony mogłabym narzekać na swoją egzystencję, na to, że ostatnio zawodowo nam się nie wiedzie...bo przecież coś chcemy w tym życiu osiągnąć, pragniemy się sprawdzić, potwierdzić swoją wartość...niestety, rzeczywistość ma się nijak do naszych planów...ale z drugiej strony, gdy słyszysz, że po ciężkiej chorobie odchodzi dziecko...to myślisz sobie, że tak naprawdę nie masz problemów, że jesteś szczęściarzem, ponieważ wszystkie rzeczy i zdarzenia, które mają miejsce w Twoim życiu są odwracalne! 
W takich momentach rozumiesz, że nie wolno Ci odrzucać tego co małe, tego, co drobne, ponieważ właśnie to składa się na to, co najważniejsze. Wszystko inne da się jakoś poukładać, naprawić. Myślę, że i my wkrótce wrócimy do pionu, bo przecież nie z takimi rzeczami przyszło nam walczyć! ;) 





Ostatnio zrobiliśmy sobie wycieczkę do lasu. Oliwka zatrzymywała się przy każdym grzybie i zaciekawieniem pytała"cio to jest?" Dziadek Sławek wytrwale tłumaczył: 






Nie przepuściła również żadnemu patykowi, ani żadnej szyszce;) Później, kiedy już wyzbierała całą "faunę i florę", postanowiła zbudować "iglo dla wiewiórki";) Musieliśmy budować - wszyscy, bez wyjątków: babcia, dziadek, mama, tata i Oliwka "Lisiefka" :))))   







Miśka przechodzi właśnie straszny bunt. Wszystko wymusza płaczem i przeraźliwym krzykiem. No cóź, musimy to przetrwać. Staramy się być silni i konsekwentni - Oliwce bardzo się to nie podoba, oj bardzo! ;) Mi samej jest ciężko, kiedy ona tak wrzeszczy. Na szczęście, mój mąż to oaza spokoju. Nie daje się wyprowadzić z równowagi i nie ulega fanaberiom naszej Walecznej...a Waleczna ma różne "życzenia"...np. byłaby najszczęśliwszym dzieckiem na Ziemi, gdyby rodzice wyrazili zgodę na to, by mogła oglądać bajki przez cały dzień. Jednakże, tata Oliwki wymyśla różne "aktywności", aby tylko czymś zająć naszą małą elektrownię atomową. Ostatnio, stworzyli takie arcydzieło:  


 








Tyle u nas. Czekamy na termin kolejnej kontroli. Mamy nadzieję, że odbędzie się dopiero za pół roku - oby profesor Handgretinger się zgodził. Kciukować! ;-) 
Ponadto, czekamy na info, ile udało się uzbierać z 1%  (oby chociaż na jedną kontrolę) W dalszym ciągu czekamy na rachunki z Tubingen...tak więc...ciągle na coś czekamy, ale jak powiedział kiedyś ktoś mądry: "oczekiwanie jest motorem życia ludzkiego";) 
A Wy, Kochani, czekajcie na kolejne nasze "wirtualne spotkanie". ;-)  
Do napisania! (postaram się częściej, przepraszam!) 
Moc pozdrowień dla Oliwkowej Rodziny! 

PS Kochani, dziękuję, że jesteście aktywni na innych blogach, że wspieracie Waleczne Dzieciaczki i ich Rodziców. Dziękuję za ogromne wsparcie dla Filipa Kubackiego: http://www.filipkubacki.pl/ i za światełka dla Ignasia [*] 

Trzymajcie się ciepło i zdrowo! 














13 komentarzy:

  1. Cieszę się że u Was się układa oby tak dalej, dajecie nadzieję innym że można wszystko i że życie nie zawsze jest takie okrutne. pozdrowienia dla Całej Waszej Rodzinki, dużo zdrowia, wytrwałości i umiejętności cieszenia się z każdego dnia i żeby te złe myśli już nie wracały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Również pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  2. Uffff...w końcu jakieś wieści od Was! :)
    Jesteście cudownymi Rodzicami! Oliwka ma szczęście - a to sobie biega w deszczu, skacze po kałużach, zbiera patyczki w lesie, wykleja słoiki z konfiturami i tworzy małe arcydzieła z plasteliny(?) i gazet(?) ;)))) Podziwiam Was za to, że po takich przejściach "nie zamknęliście jej w czterech ścianach", że nie trzęsiecie się nad nią, tylko pomagacie jej poznawać świat! Przy tak mądrych rodzicach wyrośnie na wspaniałą dziewczynę! Jestem pewna! ,
    Asia, pisz częściej, bo my tu wszyscy czekamy na Twoje wpisy! Nawet jak napiszesz kilka zdań, to zawsze bije z nich taka mądrość! Myśle, że Oliwkowa Rodzinka zgodzi się ze mną, że wystarczy nawet wpis: "Kochani, jest ok!" i my się wtedy nie martwimy, oddychamy z ulgą! ;)
    Bądźcie szczęśliwi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z plasteliny i z gazet;)
      Postaram się pisać częściej, obiecuję i nie będzie to tylko "okiej" ;) Może napiszę coś więcej, np: "jest okiej" ;)))))

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Widać, że humor wraca;) Tak trzymać!

      Usuń
  3. Witamy Całom Oliwkową Rodzinkę .
    Przesyłamy Pozdrowienia i Buziaki dla Całej Waszej Rodzinki .

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też tak uważam, wystarczy; jest "okiej" lub "haloł", bo my Olisiowa Rodzinka wciąż sprawdzamy czy są wpisy i jak się ma Księżniczka Zwycięska.Ściskam serdecznie tego małego szkraba,...... a te interwencje Olisiowe są fantastyczne, dziewczyna ma po prostu charakter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy serdecznie! Moc pozdrowień!

      Usuń
  5. dobrze, że jest dobrze:))))))))))))
    To prawda, wystarczy tylko "jest okiej" ;-)
    Trzymamy ciągle kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. A Olisia w promieniach światła od Boga, jest bezpieczna.

    OdpowiedzUsuń