piątek, 21 czerwca 2013

"tyle było dni..."

Kochani, witajcie... 

Stęskniłam się za Wami!!! :) 

Dzisiaj, po raz pierwszy, przeczytałam bloga w całości...wszystkie posty i komentarze...łzy leciały jedna za drugą, na policzkach rozgościły się wypieki, serce podeszło do gardła...wspomnienia odżyły, wróciły niemalże ze zdwojoną siłą...dzisiaj mogłabym zaśpiewać: "tyle było dni do utraty sił, do utraty tchu tyle było chwil..." O czym dziś myślę? Zastanawiam się, jak to wszystko przetrwaliśmy...tę niepewność każdego poranka...nocny lęk, który powodował ogromny ból...pragnienie normalności, które graniczyło z obłędem...
Kiedy drżącymi dłońmi wystukiwałam pierwsze słowa na blogu, brzmiały one: "Świat ludzkiego cierpienia przyzywa niejako bez ustanku inny świat: świat ludzkiej miłości." Nie pomyliłam się czyniąc słowa Jana Pawła II naszym mottem. Cierpienie nas przygniatało, ale miłość rodziny, przyjaciół, znajomych i nieznajomych...miłość Ludzi nas uratowała...to ona pozwoliła nam wypłynąć na ocean ocalenia... 

były chwile trudne...te ciężkie i te najcięższe...pierwsze badanie rezonansem...pierwsza narkoza...widok zasypiającej Oliwii, jej bezwładnie opadające ciało, główka nienaturalnie odchylona do tyłu..."Boże, ona chyba umarła" - to była moja pierwsza histeryczna myśl, mój pierwszy atak paniki... 

pierwszy telefon do najbliższych: "mamo, nie mam dobrych wieści...Oliwia ma guza w klatce piersiowej, jest ogromny..." po drugiej stronie cisza...rozłączam się...już wiem, że nie opanuję łez... 


Unia Lubelska, II piętro, onkologia...jedziemy windą, trzymam na rękach Oliwię, serce wali jak oszalałe, jestem cała spocona...otwierają się drzwi...wita nas widok dwóch małych chłopców pozbawionych włosów na głowie i kolorów na twarzy....duże oczy patrzą na nas z zaciekawieniem ....nie czuję, że trzymam Oliwię, nie słyszę bicia własnego serca...jest mi zimno....chcę uciekać...zostajemy...zostajemy na kilka długich miesięcy....  

"Nie mam dobrych wiadomości. Guz się nie zmniejszył...Mało tego, jest drugi, w brzuchu..."  

Pierwsza wizyta w domu...Październikowe słońce wdziera się przez okna...powietrze pachnie wilgocią...Oliwka właśnie ucina sobie drzemkę...patrzę na nią....na jej bladą buzię, na łysą głowkę i zastanawiam się, ile czasu jest nam dane....i co zrobię, jak choroba ją pokona....zaczynam histerycznie szlochać....czuję, że mój świat właśnie się kończy... 


"Nawet o tym nie myśl! Oliwka wygra tę walkę" - czytam na fb...mój kuzyn Radek każdego dnia przeprowadza mi właśnie taką internetową "psychoterapię"......Rodzina - to jest potężna siła! Kocham Was!  Kocham Was za to, że się nie przestraszyliście...że nie było dla Was tematów tabu...podziwiam za siłę, w której była niezwykła delikatność i moc determinacji.... 

Mama - nie ja jako mama, ale moja mama...i moja mama - teściowa...dwie niezwykłe kobiety, które razem ze mną przechodziły przez labirynt onkologicznej rzeczywistości..

Holmer - to jest bardzo ważne nazwisko...Marzena i Michael - Aniołowie mojego dziecka....My nawet nie wiedzieliśmy, że Wy...że w konspiracji...ah...co ja będę tu pisać...jesteście niezwykli....  

"To nie neuroblastoma" - a więc jednak...zdjęto wyrok z mojego dziecka...jedziemy do Szczecina...jesteśmy pełni nadziei...wierzymy, że lekarze podejmą ze sobą współpracę...jednak nie jesteśmy przygotowani na to, co słyszymy...:Państwo chcecie wymusić na nas gwałt na protokole. Nie przerywamy leczenia. W tą chorobę trzeba walić, jak w bęben...ganglioneuroblastoma? Przecież to jest to samo, co neuroblastoma. Z czego Wy się Państwo cieszycie. Zbierajcie lepiej pieniądze na immunoterapię." Wychodzimy z Kliniki załamani...siadamy do auta....cisza wypełnia nasz samochód po brzegi..."A jeśli oni mają rację? " - odzywa się mój mąż...."Nie! Nie mają! Zabieramy Oliwię do Tubingen! Podpisuję rezygnację! Już! Natychmiast!"...

Ostatni dzień 2012 roku...właśnie złożyłam podpis na oświadczeniu, że rezygnuję z dalszego leczenia mojej córeczki...nie ma już odwrotu....wszystko zostało postawione na jedną kartę... 31 grudnia, po raz ostatni, zamykam za sobą drzwi szczecińskiej kliniki...radość miesza się z niepewnością...myślę jednak: "już tu nie wrócę...nie chcę....nienawidzę tego miejsca!" 

60 tysięcy euro - niewyobrażalnie wielka kwota....

4 tygodnie - w ciągu tych tygodni niewyobrażalnie wielka kwota staje się faktem, który rozgościł się na subkoncie Oliwki;) 

 Nowy rok i nowe nadzieje...14 stycznia i 22...dwa szalenie ważne i długie dni... 

Handgretinger, Fuchs, Schuhmann i Seitz - o to nieustraszeni pogromcy groźnego potwora;-)

10 lutego powracamy do domu...Wojowniczka regeneruje siły...Misie i lale mają bal....

Uczymy się żyć na nowo... 

Mówią, że to, czego doświadczamy w życiu jest po coś....że wszystko ma sens...zarówno, to, co dobre, jak i to, co złe...ja jednak zawsze będę mówić, że choroba dziecka, jego cierpienie jest po nic i jest czymś najstraszniejszym i najgorszym, co może spotkać rodzica....przepraszam, jeśli kogoś tym stwierdzeniem uraziłam...wiem, że każdy rodzic inaczej sobie tłumaczy chorobę swojego dzieciątka. Niektórzy rodzice upatrują w tym jakiegoś sensu. Ja sama pragnęłam wierzyć, że cierpienie mojego dziecka nie było nadaremne....Jednak dzisiaj, z całą świadomością, mogę powiedzieć, że było po nic....i nigdy bym nie chciała by nas to spotkało...to najtragiczniejsze doświadczenie w naszym życiu...Jednakże pokazało mi ono, że ludzie są cudowni....że nie pozostają głusi na wołanie o pomoc...że ich serca i umysły są otwarte na drugiego człowieka. Spotkało nas ogromne cierpienie... poznaliśmy czym jest paniczny lęk o najważniejszą istotkę w naszym życiu...ale z drugiej strony zostaliśmy otuleni najpiękniejszymi uczuciami przez naszych najbliższych...zaznaliśmy wielu dobrych słów od zupełnie obcych ludzi....to nie tylko pozwoliło nam przetrwać, ale pomogło iść dalej...walczyć o każdy dzień...dobre słowa były dla nas tym, czym jest deszcz po suszy....   


Drogi czytelniku...znajomy i nieznajomy....to, gdzie jesteśmy teraz, to wszystko dzięki Tobie... 

tupot małych stópek, krok za krokiem....to dzięki Tobie... 

promyki słońca przeglądające się w błękicie oczu naszej córeczki...to dzięki Tobie... 

uśmiech naszego dziecka, biel zębów....i czekolada na policzkach....to dzięki Tobie... 

pulchne rączki oplatające szyję....główka pokryta włoskami i słowa" "mama zrób mi kitkę"....to dzięki Tobie... 



dzięki Tobie jest ten cud....cud zdrowia naszej córeczki.... 

dziękujemy...   




PS Jak widać na załączonych obrazkach - u naszej Miśki wszystko OK :) 




























12 sierpnia ruszamy do Tubingen!!!














50 komentarzy:

  1. Pani Asiu, Oliwko i Tato :) mocno trzymam za Was kciuki. Jest dobrze, jest dobrze :)
    edi

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochani my też. trzymam za Was kciuki. Jest dobrze i będzie bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my za Was!!! ;) Pozdrawiamy Was serdecznie!!

      Usuń
  3. Ślicznie to Asiu ujęłaś,aż łzy same cisną się do oczu. Tyle ile Wy przeżyliście jest aż nie do pojęcia. Ale najważniejsze jest to,że już wszystko jest dobrze! I już zawsze będzie dobrze. Jesteście wielcy przez to co robicie.Buziaczki i przytulaski dla Oliwii no i oczywiście dla Was:*
    Melania

    OdpowiedzUsuń
  4. Asiu Teraz to juz tylko kontrola,ale wiesz ze wszystko jest dobrze i tak juz zostanie.Zapisz to sobie na najwazniejszej stronie w swoim umysle.Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Oliwko, jesteś Cudem dla wszystkich.
    Modlę się nieustannie o długie i szczęśliwe życie dla Ciebie.
    Rodzice, jesteście Wielcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Przesyłamy serdeczne pozdrowienia!

      Usuń
  6. Olisiu wylałam morze łez ale teraz to łzy wzruszenia, ja też dziękuję serdecznym ludziom za ich ogromne wsparcie: I serdeczne , i finansowe,Olisia została uratowana, Państwo Holmerowie , brak słów żeby wyrazić uczucia jakie mnie ogarniają gdy to czytam ,za ich ogromne dobroczynne działania. Pani Asiu, ma Pani rację, nie ma sensu w chorobie dziecka, ból i cierpienie nie przynoszą nic pozytywnego, te rany w sercu nigdy się nie zagoją, ale jest też promyk szczęścia - to ci wszyscy ludzie którzy stworzyli Olisiową Rodzinę i tych czterech pogromców smoków,i Księżniczka Zwycięska, która uwiodła tyle serc , to plaster na te rany, jest dobrze i już nie będzie inaczej.Ściskam serdecznie wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również ściskamy i ślemy gorące pozdrowienia!!!!!!!!!!!!

      Usuń
  7. Asienko jak Ty to pieknie napisalas!Lzy leca mi jak grochy a tu trzeba sie cieszyc!Myszka nasza kochana tyle serduszek poruszyla.Kochani nic wiecej nie napisze bo emocje mi nie daja.Buziaki dla Was***

    OdpowiedzUsuń
  8. I co zrobiłam ja po przeczytaniu posta? No co?
    Ja- czterdziestoletnia mama dwóch dorosłych córek, babcia małej, słodkiej Istotki - baba po przejściach, silna i niezależna, bo doświadczona...
    A buczałam sobie... Ale tak po cichutku, bo miłość mojego życia śpi w pokoju obok. Miłość ma trzy latka i na imię Lenka <3

    Nie płaczę z byle powodu...

    Rozczulam się moją wnuczką, gdy wstanie rano, przydrepcze do mojego pokoju, uśmiechnie się i przekrzywi na bok swoją zmierzwioną łepetynkę mówiąc "gaaagaaa" :) Przy niej niemiły nastrój pryska jak bańka. Ona potrafi przywołać uśmiech i radość w jednej chwili. Jej łapki wyciągnięte ku górze... jak można nie złapać, nie przytulić i nie wyściskać? I zawsze jest wesoła, pełna szalonych pomysłów i energii. No prawie zawsze... Są momenty gdzie wszystko jest "ne!" i głośniejsze "neeee!!!!!" :) Na przykład, jak mama patrzy złym okiem. Ale dlaczego? Przecież paćkanie szyb jogurtem jest taką fajową zabawą... ;) I jak wyjść z domu bez makijażu? Brwi namalowane niebieskim flamastrem są ciekawe :D Dlaczego nie można wbić borówek w dywan? Zostają świetne, granatowe kleksiki. A wlać soczku do nocnika? Wrzucić swój obiadek do umywalki? Wlać mleko do kosza na śmieci? Wsadzić pieniążka w zamek w drzwiach? Pięćdziesiąty raz rozebrać wszystkie lalki "do rosołu"? Wchodzić w kałuże w sandałkach a nie wchodzić w kaloszkach...
    Tyle pomysłów! Tyle życia w jednym, Małym (metrowym) Człowieku... Można by pisać i mnożyć przykłady. Ale nie będę się tu rozpisywać nie wiadomo ile, bo wiadomo, że o ukochanym Szkrabku można mówić bez końca.
    Chciałam tylko napisać, że ilekroć Asiu czytałam Twoje wpisy i Waszą walkę to myślałam nie tylko o Was ale i o Lenie. Nieprawdą jest, że dziecko jest tylko dla rodzica najważniejszym Stworzonkiem na świecie. Dla mnie,babci - moja wnuczka jest tym samym. Bo świat się kręci teraz tylko wokół Niej...
    Córka z zięciem wyjechali z Polski gdy Mała miała roczek. Nie widziałam jej przez następny... Przyjechałam do nich... I zostałam. Nie ma życia bez Lenki. Dla mnie rodzina jest wszystkim...Zwłaszcza jej najmłodszy przedstawiciel ;) Tak tylko myślę czasem z niepokojem, co zrobię jak córka, która studiuje w Polsce, postanowi założyć rodzinę. Ona nie chce mieszkać za granicą i mi w takiej sytuacji przyjdzie się chyba rozdwoić. :)

    Czytałam Twoje posty i płakałam... Płacz przeradzał się w szloch... Myślałam o tym co przeżywacie... Ile strachu, ile niepewności... co dalej...jak żyć? Myślałam o Oliwce, że taka maleńka, taka nieświadoma, dopiero zaczęła wchodzić w życie....Myślałam o tym dziadostwie które siedziało Jej w brzuszku, o tym, że jeden dzień zmienił u Was wszystko... Myślałam o Was,o Oliwce i...o Lence. Lenka...a gdyby Ją to spotkało... Sama myśl powodowała, że strach mnie zatykał a serce się zatrzymywało. Najbardziej na świecie boję się choroby... Boję się, że ktoś z moich najbliższych mógłby zachorować. Przeraża mnie myśl, że kogoś z nich mogłoby nie być...
    Dlatego rozumiem Wasz strach i Wasze emocje...
    Ogromne wrażenie wywiera na mnie to jak piszesz. Masz potężną siłę przekazu. Nikt nie przyciągnął do siebie na blogu takiej ilości osób w tak krótkim czasie...
    Daaaawno, dawno wspomniałam o tym, że powinnaś pisać. Nie w głowie Ci to Asiu wtedy było ale już kiedyś dałaś się poznać jako osoba z baaaaardzooooo duuuuuużym Talentem :) Czekam na Twoje dzieło z niecierpliwością i życzę zdrówka, z d r ó w k a, ZDRÓWKA! I tyle :)
    Pozdrawiam Was z całą serdecznością jaką posiadam i z uśmiechem na twarzy. Bardzo ciepło o was myślę :*
    Sylwia z N. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, jak pięknie napisane...popłakałam się...myślę, że moja kochana Mama ma tak samo odnośnie Oliwki - to cały Jej świat...


      Pozdrowienia i buziaki dla Lenki! Ma cudowną babcię!

      Usuń
  9. Droga Asiu !

    Wprawdzie śledziłem Waszą sytuację dopiero od początku tego roku i wówczas nie było dnia, abym nie zaczynał pracy od zajrzenia na Oliwkowego bloga ... W tych newralgicznych momentach jak tutaj zapewne Wszyscy ja i moi Najbliżsi łączyliśmy sie z Wami jak tylko mogliśmy ... Piękny ten "potworny skrót" z ostatnich miesięcy Waszego bytu ... tymbardziej mi bliski bo 2 lata temu przechodziliśmy podobny koszmar po ciężkim wypadku samochodowym (niestety u nas nie obyło się bez "strat" :( ) i wiem jak "te procedury" działają ... Trzeba wierzyć, że coś jest po coś ... z pewnością wielką zdobyczą jest świadomość "posiadania" wokół siebie tych Wszystkich wspaniałych ludzi!!! Niemniej jednak wolelibyśmy tego nie sprawdzać ... Serce się raduje widząc tę uśmiechnięta Buźkę Oliwki!! :) Wiem jednak z doświadczenia, że te "demony" co jakiś czas będą wracać oczywiście w kontekście li tylko wpsomnień ... Z jednej strony człowiek chciałby o tym wszystkim zapomnieć a z drugiej chcąc/nie chcąc samoistnie wraca do tych chwil łapiąc jakąś siłę. Po tym co znalazłem na tym blogu wraca wiara w Człowieka!! A Wy Drodzy Najbliżsi Oliwki ... Jesteści po prostu Wielcy!! Serdecznie Was Wszystkich pozdrawiamy i życzymy Oliwce już tylko tych dobrych Przeżyć! :) Tak jest i tak być musi! :)
    BSW. z Grudziądza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miły wpis, a zwłaszcza za słowa "po tym co znalazłem na tym blogu wraca wiara w Człowieka" - pięknie Pan to ujął! :)

      Serdeczne pozdrowienia!!!!

      Usuń
  10. Łzy mi lecą. Dobrze, że już najgorsze za Wami teraz się trzeba cieszyć życiem :) Kochana dzielna Oliwka ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. mam gęsia skórke na ciele...jestem z Wami od samego początku i wierzyłam w to że będzie dobrze i jest!!!!jesteście cudowną rodzinką!!!dużo zdrówka i miłości która jest w Was ogromna....ania

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest dobrze!!!! i Będzie DOBRZE!!!!! JUŻ ZAWSZE!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. aż mnie przeszły dreszcze ..
    jak dobrze że ta mała istotka jest zdrowa ..
    cieszę się bardzo że wasze życie znowu nabrało kolorów :)
    powodzenia na następnej kontroli :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja nie znajdę słów by cokolwiek napisać. Ryczę, wyję jak bóbr. Boże jaka Pani jest silna! A Oliwka! Dzielna Mysz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Bylismy , jestesmy i zawsze bedziemy z Wami ... 3-majcie sie cieplutko.... zyczymy duzo radosci i usmiech dla niuni .. . buziaki :) Marta i Oli

    OdpowiedzUsuń
  16. Pani Asiu!

    Od początku jestem z Wami. Codziennie sprawdzając strony w internecie zaczynam od bloga Oliwki. Jak tylko dłużej nic Pani nie pisze od razu odczuwam lęk, że coś się dzieje i ta ulga gdy widzę kolejne zdjęcia naszej małej księżniczki.

    Pamiętam dzień pierwszej operacji Oliwki gdy do późnych godzin w dniu przed zabiegiem nie mogłam zasnąć modląc się. A na drugi dzień co 5 minut sprawdzałam internet. Płakałam ze szczęścia razem z Panią i wiem, że setki osób też.

    Mam córeczkę w wieku Oliwki. nauczyła mnie Pani patrzeć na nią z jeszcze większą miłością. Nauczyła mnie Pani doceniać każdy dzień z moim dzieckiem. Niejednokrotnie przyłapuję się na tym, że wykonując codzienne domowe czynności gdy ona przykleja się do mnie i znudzonym głosem marudzi "mama, mama" zostawiam wszystko i zaczynam się z nią bawić. Ponieważ przypominam sobie Waszą historię i ona uświadamia mi co w życiu jest najważniejsze. Czas z moim dzieckiem. Wszystko inne może poczekać. I może ta nauka, którą wielu z nas wyciągnęło z waszej trudnej lekcji to jakieś światełko w tunelu tego strasznego koszmaru...tak przyszło mi do głowy.
    Pani Asiu nie wiem czy to odpowiednie miejsce i czas ale jako osoba znająca tematykę będzie Pani w stanie zasugerować jakieś badania profilaktyczne, które powinno wykonywać się dzieciom, żeby ustrzec je przed chorobom a bynajmniej żeby wykryć ją jak najszybciej. Czy z perspektywy czasu myśli Pani o jakiś badaniach, które mógł zlecić lekarz rodzinny aby sprawdzić czy z Oliwią jest wszystko dobrze? czy pozostaje nam być biernym wobec raka i działać dopiero gdy on się pojawi? Bardzo proszę o odpowiedź.

    Serdecznie pozdrawiam

    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję, przytulam! :*

    Jeśli chodzi o Pani pytanie, to można było wykryć chorobę znacznie wcześniej, ponieważ było wiele różnych objawów. Oliwia miała robione badania krwi i moczu - niestety, w przypadku nowotworów układu nerwowego, takie badania nic nie dają. Mogła to wykryć neurolog, nie wykryła - zabrakło wiedzy i doświadczenia. Mogła hematolog - również nie dała rady, ponieważ zbagatelizowała powiększony węzeł. A badaniem, które nie pozostawia żadnych wątpliwości jest badanie rezonansem magnetycznym.
    Dzieci są bardzo późno diagnozowane, jeśli chodzi o choroby nowotworowe. Przyczyny są dwie - niektóre nowotwory długo nie dają objawów, a jeśli dają - tak, jak w przypadku Oliwki, to te objawy nie są jednoznaczne. Lekarzom brakuje również wiedzy. Kiedy my trafiliśmy do szpitala, nie wiedzieli nawet, czego szukać i gdzie szukać. Pierwsza diagnoza, to guz mózgu, ale tomograf tego nie potwierdził. Guza w klatce chyba nikt nie zakładał i to był dla nas przeogromny szok. Kiedy rozmawiałam z innymi rodzicami, to typowymi objawami dla wszystkich guzów w mózgu, były: wymioty, bóle głowy, zachwiania równowagi, utrata siły w rękach. Niestety lekarze diagnozowali to jako: zatrucia pokarmowe lub jako fobię szkolną i odsyłali rodziców z takim dzieckiem do psychologa :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Pani Joasiu,
    słowa nie wyrażą tego, co się czuje po przeczytaniu Pani słów. Siedzę i płaczę. To łzy wzruszenia i radości zarazem. Kochani, tak się cieszę...

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję pięknie! Mocno przytulam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Asiu tak piekna poezja ujelas ten Wasz dramatyczny czas... Ja nadal zawsze pamietam o Oliwce i zawsze prosze dla niej aby mial silnego Aniola Stroza. Zgadzam sie z Toba,ze choroba i cierpienie dzieci to dla mnie cos bezsensownego bo za co takie dzieciatka moga odpowiadac dotykajac takiego cierpienia :( Ale jak to kiedys ujela moja Pani Katechetka, ze cierpienie jest wpisane w Nasze zycie... Ostatnie Twoje slowa sa tak sciskajace za gardlo, ze nie da sie zatrzymac lez. Oliwku biegaj zawsze usmiechnieta i radosna bo taka marzy mi sie zawsze Ciebie widziec. Sciskam mocno i zawsze bedzie dobrze :)Glowa do gory MAMO I TATO - caly wszechswiecie Oliwki :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Olisiu, jakie cudne te Twoje bikini, a kapelusik, można się tylko zachwycać, Księżniczko Zwycięska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! ;-) Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  22. moi zdaniem nie ma za co dziekowac,poprostu na tym swiecie istnieja jeszcze dobrzy ludzie z wielkimi secami.wedlug mnie to wy jestescie bohaterami , przkladem , pokazaliscie ogromna milosc , ktora przezwyciezy wszystko , nie zlamaliscie sie , mieliscie sile chodz czesciej mysleliscie , ze jej nie macie...mieliscie odwage podejmowac najtrudniejsze decyzje w swoim zyciu , zrezygnowac z leczenia,wziazc Oliwke i jechac ja ratowac gdzie indziej , mysle , ze niewiele z nas by sie odwazylo na taka decyzje... moim zdaniem jestescie cudowni i nalezy wam sie pierwsze miejscr za caloksztalt na podium !!!

    apropo naketek , widzialam dzis w sadzie rejonowym , ze dalej zbieraja dla Oliwki,duzo ludzi jeszcze chyba ma w tym ja , wiec moja propozycja jest taka , ze albo zbierajmy je dalej dla Oliwci i jak sie uzbiera duzo to sprzedacie , zawsze sie przyda pare groszy wkonucu Oliwka dalej wymaga opieki albo niech wszyscy zaniosa je nie wiem w ciagu 2 tygodni np do sadu rejonowego i niech tata tego chlopczyka nie pamietam imienia odbierze co potrzebne pieniazki na wozek.co wy na to ?

    OdpowiedzUsuń
  23. To prawda - macie ogromne serducha i niesamowitą wrażliwość - jak mamy za to nie dziękować?! ;-) To Wy jesteście wspaniali...my zrobiliśmy to, co do nas należało i każdy rodzic by tak postąpił. Już to mówiłam i jeszcze raz powtórzę - nie zrobiliśmy niczego wielkiego, ani wyjątkowego.

    Nakrętek już nie zbieramy...szykujemy inną akcję;-)
    Nakrętki niech idą dla Antośka, wózek 16 tysięcy kosztuje...


    Pozdrawiam serdecznie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. już kilka razy czytal am o Oliwce od samego początku i zawsze płaczę. tak ogromnie się cieszę, że się udało!!

    OdpowiedzUsuń
  25. a jaka akcje ? pomozemy chetnie w przygotowaniach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko już w toku! ;-) Dziękujemy za chęć pomocy:*

      Usuń
  26. Przeczytałam i się spłakałam. Sama mam dwoje dzieci i już angina to w moim odczuciu zbyt wiele dla dziecka. Dzieci nie powinny chorować. Ja również nie umiem szukać w takim nieszczęściu sensu, ale najważniejsze to walczyć. Trzymam kciuki za maleńką, dużo zdrówka życzę. Jest cudowna

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak się cieszę, że z Oliwcią wszystko dobrze. i niech tak zostanie już na zawsze!!! Ściskam mocno!! :)

    OdpowiedzUsuń