piątek, 7 grudnia 2012

mikołajki na oddziale

Wczorajszy dzień na oddziale był inny niż wszystkie. Do Oliwki zawitała babcia Dorota, mama jej tatusia;) Przywiozła całą siatkę słodyczy(Oliwka musi obejść się smakiem, bo ma afty i nie spróbuje, ale ja i owszem), a także książeczki z naklejkami! Naszą małą Iskiereczkę wielce to ucieszyło, ponieważ ona kocha naklejki!! ;)))  Na oddział zawitał również Mikołaj! Dzieciaki aż miały wypieki na twarzach!!! Wszyscy śpiewali kolędy, było głośno i tłumnie;) I były prezenty!!! A to najważniejsze przecież w tym dniu! Pragnę jeszcze dodać, że nasza Oliwka Waleczna miała w nosie całą imprezę i poszła spać. Obudziła się już po wszystkim i zapytała czy jest "plezient" ;) Po co miała się wysilać, śpiewać piosenki i klepać wierszyki dla Mikołaja. Była tak grzeczna, że i bez tego zostawił dla niej prezent...już babcia Dorota dopilnowała wszystkiego;)))

Wszystko, co dobre szybko sie kończy. Moja teściowa musiała już wracać do domu, a my zostałyśmy w szpitalu, Oli przyjmuje jeszcze antybiotyk. Podobno CRP już spada, tylko jakoś dzisiaj,, okazało się, że załapała katar;/  W dalszym ciągu przebywamy w izolatce:( Jutro przyjeżdża do nas Adrian i weekend spędzimy razem:) Cały czas czekamy na informacje, kiedy będzie ten rezonans.

Mam spadek formy. Czuję się już bardzo zmęczona. Wszystko mnie stresuje, wszystko przeżywam. Wczoraj nie mogłam spać, bo Oliwka płakała przez te cholerne afty. Była głodna, chciała jeść i pić, a nie mogła, bo tak ją bolało. Tak mi jej było szkoda! Jeszcze na to wszystko, wczoraj, przez przypadek wyrwałyśmy igłę z portu! I to w momencie, gdy miała podawaną cisplatynę. Gdyby wylała się ona pod skórą lub na skórę, to od razu martwica tkanek! Jednak Oliwka od razu krzyknęła: "mami, piecze" i mami doskoczyła do niej szybciej niż gepard i wyłączyła dojście do portu. Oczywiście, musiałyśmy iść do zabiegowego, gdzie Oliskę musiał zobaczyć lekarz i stwierdzić, czy wszystko ok. Potem, niestety, Olisia została ponownie zakłuta do vascu - portu. Wrzeszczała tak głośno, że słyszała ją na pewno cała klinika pediatrii;/  

Chyba juz nic więcej dzisiaj nie napiszę. Nie mogę myśleć przez stres i zmęczenie. Wypiłam dzisiaj dwie kawy i dwa energetyki, a mimo to, czuję się, jakbym wzięła udział w maratonie...chociaż pewnie wtedy odczuwałabym pozytywne zmęczenie, a tak...poziom energii zero...dobranoc wszystkim!


3 komentarze:

  1. Trzymajcie się dziewczyny:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Asieńko wierzę że forma spada, dziwne by było gdyby było inaczej. Mężuś przyjedzie to zobaczysz od razu trochę lżej i raźniej razem będzie. Głowa do góry, buziaki dla Was dziewczyny. A.Sz.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nie rozpadniesz na kawałki.
    Może człowiek jest labiryntem,
    ale nie układanką z klocków.
    Może jest najsłabszą trzciną,
    ale wszystko
    potrafi przetrwać..."
    Dacie radę Kochana, przesyłam dobrą energię z Borów... Ala

    OdpowiedzUsuń